"Czytanie jest inteligentną metodą oszczędzania sobie samodzielnego myślenia"*
![]() |
Źródło |
Hildegunst Rzeźbiarz Mitów to młody poeta. Mieszka w Twierdzy Smoków i uczy się literackiego rzemiosła od swojego ojca poetyckiego. Nic nie wskazuje na to, że jego życie tak strasznie się zmieni. Wszystko zaczyna się właściwie niewinnie. Umiera jego ojciec poetycki, a w spadku zostawia mu jedynie rękopis. Hildegunst jest mocno zawiedziony, ale tylko do czasu przeczytania rękopisu, bo on zmienia jego życie. Rękopis ten jest idealny pod każdym względem. Bohater jest załamany, stwierdza, że nigdy nie będzie w stanie napisać czegoś równie dobrego, traci sens życia. Postanawia jednak spełnić ostatnią wolę swojego ojca poetyckiego i wyrusza do Księgogrodu, aby odnaleźć autora tego arcydzieła. Tam dopiero rozpoczyna się prawdziwa akcja...
Tak naprawdę ani skrócony opis fabuły ani te kilka zdań na okładce książki nie przygotują nas do tego, co znajdziemy wewnątrz. Spodziewałam się zwyczajnej książki, która po prostu powiela schematy. Okazało się, że książka ta łamie wszystkie schematy i jest wyjątkowa. Fabuła jest naprawdę ciekawa. Ze strony na stronę historia staje się coraz bardziej interesująca, a my nie możemy wprost oderwać się od lektury. Niemały wpływa ma na to styl pisania autora. Niestety o tym nie mogę wypowiadać się już w samych superlatywach. Autor stworzył świat powieści od początku do końca sam, co na pewno było bardzo trudnym i czasochłonnym zadaniem. Świat ten jest nietypowy. Któż z nas nie myślał chociaż raz jak żyłoby nam się w świecie, gdzie książki są najważniejsze, gdzie wokół książek, księgarń i antykwariatów kręciłoby się całe życie. Autor wychodzi tu naprzeciw naszym oczekiwaniom. Wymyśla więc miasto Księgogród, miasto równie piękne i bajeczne, co niebezpieczne. Samym pomysłem przeniesienia akcji powieści w takie miejsce autor zdobył sobie moją sympatię. Niestety nie zawsze było tak różowo. Opisy czasami były zbyt długie, nic nie wnoszące do akcji i po prostu nudne. Bardzo mnie irytowały, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiały się w kulminacyjnym momencie, kiedy nie mogłam się doczekać rozwiązania, a tu pojawiał się np. opis pokoju. Troszkę lepiej autor poradził sobie z dialogami. Bardzo przyjemnie się je czytało, bo w większości wydawały się one po prostu naturalne.
Bohaterowie tej powieści są bardzo różnorodni. Jednych dało się polubić od razu, a innych dopiero po czasie. Myślę, że niemały wpływa na to miało to, że poznawaliśmy ich wszystkich z punktu widzenia głównego bohatera (który był także narratorem). Jest on szczery, czasem łatwowierny i bezinteresownie miły. Patrzy na świat oczami dziecka, docenia wszystko to, co dostaje od losu, nie poddaje się i ufa wielu osobom, chociaż czasem to zaufanie jest sprawcą jego kłopotów. Większość książki bohater jest samotny, ale kiedy pojawiają się jakieś inne postacie to zawsze są wyśmienicie opisane. Często także zilustrowane i to przez samego autora książki. Najbardziej polubiłam Buchlingi, zwane także Straszliwymi Buchlingami, które uczą się na pamięć całej twórczości ulubionego autora. Te stworzenia i sposób, w jaki zaopiekowały się naszym bohaterem sprawiają, że (przynajmniej ja) nie mogę myśleć o nich inaczej niż jako słodkich potworkach.
"Miasto Śniących Książek" to powieść absolutnie wyjątkowa. Autorowi udało się stworzyć niesamowity klimat i świat, do którego na pewno będę wracać. Cała historia jest bardzo interesująca i wprost nie można przerwać lektury. Niestety styl pisania autora nie jest jeszcze idealny, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadza. Przecież nie ma książek idealnych, ale tej do ideału naprawdę niewiele brakuje.
*Cytat pochodzi z "Miasta Śniących Książek" Waltera Moersa ze str.268